poniedziałek, 2 marca 2026

Krótka rowerowa wycieczka po ciekawych miejscach w Konstancinie i Lasach Chojnowskich

Po długiej i bardzo mroźnej zimie wreszcie przyszły cieplejsze dni, co pozwala na normalne wycieczki rowerowe. Co prawda w lasach nadal jest pełno błota i pozostałości śniegu, ale to nie jest żadnym problemem. Szukając niedużej trasy na rozruch po dość długim okresie rowerowej bezczynności zauważam na mapach ciekawe miejsce w Lasach Chojnowskich, na południe od Konstancina. Na zdjęciu satelitarnym wygląda to jak piaszczyste wydmy w zadrzewionym terenie, jakich jest dość dużo na Mazowszu. Nigdy tam jednak nie dotarłem, więc uznaję że będzie to ciekawy cel.

Ruszam z Natolina kierując się na południe. Przecinam Las Kabacki, mijam ogród botaniczny PAN w Powsinie. Z wiślanej skarpy zjeżdżam stromo w dół, w kierunku Konstancina. W centrum miasteczka docieram do charakterystycznego jazu na Jeziorce, który spiętrza rzekę. Nad rozlewiskiem zawsze jest pełno ptaków, ale jeszcze nie tym razem, jest po prostu za zimno, nie zaczął się jeszcze okres żerowania, na wodzie jest sporo lodu. Jadę rowerową ścieżką nad rozlewiskiem i docieram w końcu do Parku Zdrojowego, gdzie jest nieczynna na razie tężnia. Kieruję się na południe.

 
 

Zaraz obok parku jest kilka jak dla mnie ciekawych miejsc. Konstancin słynie z tego że jest tu sporo zabudowy zabytkowej, a działki i wille są bardzo drogie. Jednak jest tu sporo domów, w tym bardzo pokaźnych, które wyglądają na opuszczone od wielu lat. Takie właśnie zabudowania są zaraz obok parku.



Kieruję się dalej na południe, mijam kolejne fragmenty położonego w pięknych lasach miasta. W końcu zabudowa się kończy. Jadę jeszcze kawałek asfaltową drogą w stronę Czarnowa i odbijam w lewo w las. Tu już jest pełno błota, a na bardziej suchych fragmentach po prostu lód. Wyjmuję telefon, by na mapie sprawdzić gdzie dokładnie mam jechać.



Po chwili nawigowania docieram do celu wycieczki. Przede mną pojawia się piaszczyste wzniesienie, a chwilę później staję na szczycie całkiem pokaźnej, minimum kilkunastometrowej wydmy. W dodatku wzniesienie nie jest punktowe, tworzy jakby pierścień o średnicy dobrych 200-300 m. Objeżdżam całość wokoło i w końcu zjeżdżam jeszcze na sam dół. Miejsce zaskakujące, mimo że okolicznymi drogami jeździłem nie raz, to nie zdawałem sobie sprawy z jego istnienia.





Wyjeżdżam na wschód, do zabudowań pobliskiej Borowiny. Docieram do głównej drogi i znów kieruję się na Konstancin. Teraz jadę inną drogą, przez las, a potem wschodnią część miasta. Tu również mijam kilka opuszczonych willi.



Ostatni etap wycieczki to jazda wzdłuż Jeziorki poniżej jazu, a potem już do Powsina i do domu. Wycieczka to nieco ponad 30 km, bardzo niedużo, ale brak dystansu zdecydowanie nadrobiły ujrzane ciekawostki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz