niedziela, 20 września 2026

Dni NATO 2026 - wycieczka do Ostrawy na jedne z największych pokazów wojskowych w Europie

Plany na ten weekend snułem od dawna. W Mošnovie, pod Ostrawą, odbywa się co roku wielka impreza pod nazwą Dni NATO. Jest to połączenie zarówno pokazów lotniczych, wystawy naziemnej, jak i pokazów wyszkolenia i działania wojsk i służb lądowych. Uczestniczy w nich zawsze wiele krajów należących do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Nie są to jednak pokazy stricte wojskowe. Biorą tam też udział inne służby - straż graniczna, pożarna, policja, ratownicy medyczni, a nawet straż więzienna. Wstęp jest bezpłatny, co przyciąga ludzi z wszystkich okolicznych krajów.

Na Dniach NATO byłem dwukrotnie, ale wiele lat temu. Próbowałem już w zeszłym roku zabrać tam synów Ewy, ale coś tam stanęło na przeszkodzie i w końcu nie pojechaliśmy. W tym roku zapowiedziałem to jednak z dużym wyprzedzeniem, a w dodatku postanowiłem zabrać Flo. Dla młodzieży taka impreza to spore przeżycie, dla mnie w sumie też to zawsze coś ciekawego i pozwalającego realizować się fotograficznie.

W piątek po pracy jadę po Flo, odbieram ją spod szkoły i od razu ruszamy w trasę. Ruch na S8 i A1 jest bardzo duży, jakoś specjalnie nie cisnę, ale u Ewy jesteśmy dopiero około 19. Dostajemy solidną kolację, zapowiadam, że rano musimy wyjechać o 6, by na lotnisku w Mošnovie być maksymalnie o 7:30. Później już ciężko będzie tam zaparkować. 

Ewa budzi mnie o 5:30, przygotowuje nam kanapki. Jest chłodno i mocno wilgotno. Ale prognozy pogody są dobre, więc nie martwię się o same pokazy. Ruszamy w trasę. Po wjechaniu na nowy odcinek trasy S1 szybko docieram do Bielska-Białej i kieruję się na Cieszyn. Samochód obciążony pięcioma osobami nie ma jakoś nadmiaru mocy, wyraźnie czuję że nisko "siedzi" mu tył. Przed samą granicą zjeżdżam do kantoru i wymieniem nieco złotówek na korony. Co prawda za parking na miejscu można płacić złotówkami, ale już za jakieś pamiątki czy jedzenie na miejscu raczej głównie koronami. 

Nawigację ustawiam tak, by prowadziła mnie z unikaniem opłat. Wydłuża to nieco drogę czasowo, ale zamiast nudnej (i kosztownej) autostrady mogę zobaczyć kilka ciekawych czeskich miejscowości, w tym największy Frydek-Mistek. Martwi mnie, że mimo bliskiej odległości co celu czas wydłuża się coraz mocniej - oznacza to korkowanie się wjazdów na parkingi. Tuż przed lotniskiem jedziemy jakoś bokiem, bo na głównej drodze wszystko już stoi. Mimo omijania i na naszej drodze w końcu robi się korek. Zostało niby 2,5 km, ale stoi wszystko totalnie. Posuwany się kilka metrów na minutę. Nie ma sensu by próbować dojechać do głównego, położonego najbliżej celu parkingu. Zresztą ludzie stają wszędzie, jak popadnie. Nie chcąc ryzykować jednak odholowania auta przez czeskie służby skręcam wreszcie na najbliższy płatny parking, gdzie zostawiamy samochód i ruszamy dalej pieszo. Robi się już dość ciepło, choć dopiero dochodzi 8 rano. 

Maszerujemy wzdłuż stacji kolejowej i głównego terminalu lotniska. Ludzie uparcie próbują dojechać samochodami dalej, ale wszystko zupełnie stoi, piechotą jest po prostu szybciej, choć oznacza to jakieś 4 km marszu. Obchodzimy lotnisko od północy, mijamy przygotowany na polu najbliższy parking i w końcu docieramy do bramek, gdzie jest kontrola bezpieczeństwa. Idzie to na szczęście w miarę szybko.



Mając dokładny plan godzinowy całej imprezy wiem jak pokierować młodzież, by się zbytnio nie nudziła, by obejrzała zarówno samoloty postawione na wystawie statycznej, jak i dynamiczne pokazy sił lądowych. Wiem też, że najciekawiej dynamiczne pokazy w powietrzu widać z miejsca gdzie trzeba dojść jeszcze dobry kilometr. 

Z początku oglądamy duże samoloty takie jak Airbus A330 MRRT, czyli tankowiec powietrzny, jak i Airbus A400M, czyli ciężki samolot transportowy. Można je obejrzeć także od środka, ale kolejki są ogromne, więc rezygnujemy. Nieco dalej jest sporo mobilnych wyrzutni rakiet, armatohaubic, samobieżnych radarów i innych ciekawych pojazdów wojskowych. Dalej jeszcze większa atrakcja, czyli samolot F-35 Lightning II, gdzie również można wszystko obejrzeć, a nawet zasiąść w kokpicie. Co z tego, jak kolejka tam jest abstrakcyjnie długa.  







Mijamy strefę gdzie są co chwila pokazy pojazdów bojowych w ruchu. A to jakiś czołg, a to transporter czy wóz bojowy piechoty, a to wozy policji czy antyterrorystów. Jest to wszystko bardzo ciekawe, ale też tłumy są coraz większe. W powietrzu już lata jakiś śmigłowiec, ale postanawiam dojść najbliżej tej strefy i tam spokojnie usiąść na trawie. Akurat obok widać plan manewrowy, po którym jeździ czołg Leopard 2.

Ludzi jest sporo, ale udaje się spokojnie rozsiąść i wyciągnąć. Dostaję SMS od kolegi z pracy, który jest w pobliżu, więc postanawiam za niedługo podjeść do niego na chwilę. W powietrze wzbija się ciężki transportowy Airbus A400M. Niby wielka maszyna, ale latając "na lekko" jest zdolna do niesamowitych manewrów. Można nią nawet wykręcić beczkę, co wydaje się przeczyć prawom fizyki.



Zauważamy nagle... kilka saren biegających tuż przy pasie lotniska, wewnątrz ogrodzenia. Ciekawe jak tam się dostały, to w sumie może być bardzo niebezpieczne dla samolotów. A za chwilę rozpoczyna się pierwszy naprawdę ciekawy i głośny pokaz, czyli myśliwca F-16. Na młodzieży robi to duże wrażenie, szczególnie ryk silnika, który przeszywa całe ciało. Zwierzęta strzygą uszami, ale nic sobie z tego nie robią, choć trzymają dystans i na sam pas nie wchodzą. Pokaz jest wspaniały. Kolejne beczki, pętle, immelmany, przewroty... niestety nie odpala żadnych flar, co dodatkowo podkreśliłoby dynamikę. Robię sporo zdjęć, choć mam świadomość, że usytuowanie słońca nie jest zbyt korzystne. 





Potem kolejny pokaz, śmigłowca UH-60 Blackhawk. Pokazy śmigłowców nie są rzecz jasna tak szybkie jak myśliwców, ale też znakomicie widać mistrzostwo i kunszt pilota. A chwilę potem w powietrze podrywa się z hukiem kolejny myśliwiec - Eurofighter Typhoon. I mamy kolejne 20 minut niesamowitych wrażeń. Idę chwilę porozmawiać z moim kolegą, a potem zbieram ekipę, bo wiem, że do kolejnego ciekawszego pokazu mamy dobrą godzinę. Akurat zaczyna się powietrzna defilada, gdzie kolejno w szykach przelatują śmigłowce, samoloty transportowe i na koniec myśliwce.Co ciekawe, na czas pokazów samo lotnisko działa normalnie i raz na jakiś czas startuje tu lub ląduje zwykły, rejsowy samolot z pasażerami.


Idziemy do pobliskiej strefy statycznej. Tłum ludzi jest ogromny, ciężko iść. Irytuje nas to, ale co robić? Robimy spacer wokół, oglądamy jakieś drony, czołgi i inne pojazdy, nawet na niektóre wchodzimy. Myślałem że się przerzedzi i bardziej na spokojnie obejrzymy wystawiany sprzęt, a tu nic z tego. Idziemy teraz wzdłuż pasa w kierunku bramek, do największych samolotów. Kolejki tylko się wydłużyły, ludzi coraz więcej. Uznaję, że pójdziemy zjeść jakieś langosze, bo mieli tu zawsze bardzo dobre, a potem wrócimy jednak na swoje poprzednie miejsce. I tak chcemy tu być maksymalnie do godziny 14, gdy mają przelecieć dwa amerykańskie bombowce strategiczne B1-B Lancer.  




Kolejka do langoszy jest spora, stoimy niemal pół godziny. A w trakcie rozpoczyna pokaz kolejny F-16, tym razem turecki. Jego pilot słynie z wybitnych umiejętności i niezwykłej dynamiki. I tak jest tym razem - beczki, pętle, półpętle, a do tego dymne rakiety i odpalanie flar. To już poziom wyżej niż to co widzieliśmy do tej pory. Żałuję, że fotografować muszę stojąc w kolejce po langosze, ale udaje się zrobić kilka naprawdę doskonałych ujęć. 







Langosze są bardzo duże, syte i ciężko w sumie je zjeść, ja i Flo nie dajemy rady, ale synowie Ewy nie mają z tym najmniejszego problemu. Siadamy na trawie tam gdzie poprzednio. Jeszcze kilka pokazów przed nami, ale powoli czujemy zmęczenie tłumem i walącym po oczach słońcem. 


Kolejny pokazy Eurofightera, kolejny pokaz śmigłowca i kolejny transportowca, który nawet kręci pełne pętle. I nagle dodatkowy bonus. Ludzie wskazują coś palcami, okazuje się że to jeszcze nie bombowce B1-B, a po prostu normalnie lądujący na lotnisku ciężki transportowiec An-124 Rusłan. Tego się nie spodziewaliśmy, chłopcy tak wielki samolot widzą w ogóle pierwszy raz na oczy.  








Dosłownie trzy minuty po lądowaniu Antonowa na horyzoncie pojawiają się dwa punkty, które szybko rosną. To jak dla mnie główna atrakcja dzisiejszego dnia, czyli właśnie dwa B-1B. Nigdy tych bombowców nie widziałem w powietrzu, a tylko na wystawie statycznej. Robią na wszystkich ogromne wrażenie, choć nie manewrują, a po prostu przelatują. Potem wznoszą się, włączają dopalacze, zawijają pętlę wokół lotniska i znikają w chmurach.  








Ruszamy w drogę do wyjścia, ale przeciskanie się przez tłum jest bardzo utrudnione. Ludzie jest zatrzęsienie, przy "wąskich gardłach" niemal się stoi. Na szczęście jednak jakoś udaje się wyjść i dotrzeć do bramek. Okazuje się, że większość ludzi opuszcza teren mniej więcej teraz, choć do końca programu niemal trzy godziny. Pod koniec jest planowany pokaz zespołu akrobacyjnego Red Arrows, no ale oznaczałoby długie oczekiwanie, młodzież by nigdy już ze mną nigdzie się nie wybrała, więc świadomie to odpuściłem. W powietrzu unoszą się śmigłowce szturmowe, docierają nas odgłosy serii z karabinów maszynowych, wystrzały z armat i moździerzy... jakaś symulowana, pokazowa bitwa. Też nie dane było nam tego już zobaczyć. Po minięciu parkingów wchodzimy w odcinek drogi otoczony drzewami, co daje chwilę wytchnienia od palącego słońca. 


Gdy docieramy do terminala, akurat rozpoczyna się dynamiczny pokaz myśliwca Panavia Tornado. To gratka dla koneserów lotnictwa, samolot ten ma najlepsze lata za sobą i obecnie jest wycofywany ze służby. Za kilka lat zobaczenie go w powietrzu będzie praktycznie niemożliwe. Ja sam miałem okazję widzieć go w powietrzu tylko raz i to nie na pokazach, a gdzieś nad Niemcami, czystym przypadkiem. Okazuje się, że tu gdzie jesteśmy... jest o wiele lepsze miejsce do oglądania pokazów! Nie jest pod słońce, a ponadto tam obowiązywała strefa bezpieczeństwa i samoloty latały w pewnej odległości. A tutaj Tornado z ogromną prędkością przelatuje wprost nad naszymi głowami. Wrażenia są o wiele silniejsze. 







Docieramy do samochodu i ruszamy w drogę powrotną. Na szczęście nie zrobiły się jeszcze korki. Teraz dopiero zauważam ilu ludzi przybyło dziś na Dni NATO. Tysiące samochodów, stojących dosłownie wszędzie! Na poboczach dróg, na parkingach które lokalni mieszkańcy wyznaczyli na polach. To że dotarliśmy tak blisko lotniska możemy zawdzięczać tylko wczesnemu przybyciu. A przecież i tak wszystko się zakorkowało. O godzinie 9 czy 10 mielibyśmy dodatkowe kilka kilometrów marszu.

Podobną trasą co rano kieruję się na Cieszyn. Obiecałem jeszcze zatrzymać się w markecie w czeskiej części miasta i kupić kilka czeskich piw i mrożone panierowane sery, które w Polsce są mało dostępne. Jadę przez lokalne drogi i miasteczka, trwa to dobre 45 minut. Młodzież jest tak zmęczona, że wszyscy solidarnie śpią. Po zakupach wjeżdżam już na ekspresówkę i w kolejne 45 minut docieram do domu, gdzie Ewunia czeka już z pysznym obiadem.

W niedzielę rano siedzimy jeszcze z Flo i dość długo rozmawiamy z Ewą. Jednak przed 13 musimy ruszać już w drogę powrotną. Żegnamy się, ale postanawiam pokazać Flo jeszcze to i owo w okolicy. Przejeżdżam przed bramą obozu Auschwitz II Birkenau. Nie jest teraz czas na odwiedzenie tego przygnębiającego muzeum, ale kiedyś muszę ją tu zabrać właśnie w tym celu. Jedziemy jeszcze do Chełmka, na wieżę widokową im. Witolda Pileckiego, skąd rozpościera się piękna panorama na sporą część Górnego Śląska, Zagłębia i Małopolski. Widać nawet odległe o ponad 120 km Tatry. 


Do Warszawy jedziemy zahaczając o okolice Łodzi, gdzie we wsi Dąbrówka Mała jest podobno cmentarzysko budek kiosków RUCH-u. Niestety, na miejscu okazuje się, że zostało już zlikwidowane. Szkoda, byłby to wdzięczny obiekt do fotografii. Zaczyna padać, a gęstość ruchu na autostradzie A2 i dziwaczne zachowania kierowców hamujących bez wyraźnej przyczyny i zwalniających do 80 km/h na lewym pasie denerwują mnie już mocno. Ruch w jakiś magiczny sposób rozładowuje się na kilka km przed Warszawą.

Wyjazd był bardzo udany. Zarówno same pokazy, pogoda, jak i że tak powiem "relacje międzyludzkie" były super. Wszystkim mocno się to podobało, choć było to dość męczące. Jak później wyczytałem, w sobotę było... 90000 ludzi zgromadzonych na terenie lotniska w Mošnovie. Nic dziwnego, że tłum wręcz oblepiał nas z każdej strony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz