W sobotę nareszcie zelżały potężne upały. Jest 25 stopni, wręcz rześko, w dodatku wieje wiatr. Postanawiam, że po powrocie z pracy wybiorę się na jakąś nieco dłuższą, klikugodzinną przejażdżkę rowerem. Ostatni czas zupełnie nie sprzyjał takim wycieczkom.
Ruszam około 15. Jadę wzdłuż Południowej Obwodnicy Warszawy, co pozwala łatwo i bez zbędnej nawigacji znaleźć się po drugiej stronie Wisły. Niestety jest to jazda połączona z denerwującym hałasem pędzących samochodów. Zatrzymuję się chwilę na Moście Południowym i robię zdjęcie Wisły, w której obecnie jest bardzo mało wody - mam wrażenie, że to jakaś mała rzeczka wijąca się wśród piaszczystych łach. Mijam Wał Miedzeszyński, linię kolejową i jadąc jeszcze kawałek asfaltem, a potem kamienistą szutrówką docieram do drogi S17. No właśnie... cały czas mijały mnie jakieś konwoje wojskowych pojazdów, teraz też. Albo jakieś wielkie ćwiczenia, no albo ćwiczenia przed defiladą związanych ze świętem Wojska Polskiego, które będzie za kilka dni.Za ekspresówką robi się wreszcie dość cicho. Mijam miejscowość Izabela i skręcam na północ, kierując się na Sulejówek. Lokalne drogi są puste, w dodatku jest tu dobrze rozwinięta infrastruktura asfaltowych ścieżek rowerowych. Przecinam drogę na Mińsk Mazowiecki i po kilku minutach docieram do Sulejówka, gdzie przejeżdżam przez ładny i zadbany park.
Teraz jadę wzdłuż drogi nr 637 do Okuniewa. Tu również jest dobra ścieżka rowerowa, choć w samym środku miasteczka zanika na sporych fragmentach. Znów odbijam na północ, kierując się na Wołomin. Tą drogę przebudowano na bardzo przyjazną dla rowerzystów. Ścieżka jest - nowa, gładka, oddalona od głównej jezdni. W dodatku otoczenie jest piękne - lasy rosnące na piaszczystych wydmach.
Niestety luksusowa jazda kończy się w Zabrańcu, gdzie skręcam na zachód. Tu już asfalt jest popękany i choć jest ciąg pieszo-rowerowy, to zrobiony z kostki i nie jedzie się po nim już tak przyjemnie. Nad drogą rozpościera się transparent przypominający o obchodach 106 rocznicy Bitwy Warszawskiej, która rozegrała się na na okolicznych terenach. W Majdanie skręcam znów w lewo, jadąc prosto na Ossów. W końcu docieram pod rozległe muzeum Bitwy Warszawskiej. Nigdy tu nie byłem, nie wiedziałem że to tak wielki obiekt. To znaczy samo muzeum może nie jest wielkie, ale powierzchnia całości robi wrażenie. Objeżdżam wszystko i robię kilka zdjęć.
Jadę jeszcze na tyły, gdzie jest mały cmentarz na którym są tablice pamiątkowe, kaplica i co mnie zaskakuje - pomnik ofiar katastrofy Smoleńskiej. Tu również spędzam kilka minut. Jadę kierując się na Kobyłkę, mijając jeszcze punkt informacji turystycznej.
W Kobyłce zaskoczenie. Droga, która była niebezpieczna dla rowerzystów z racji braku pobocza i ogromnego ruchu, została całkiem przebudowana. Są wygodne ścieżki rowerowe. Szybko docieram do Zielonki i skręcam dobrze mi znaną drogą na Rembertów. Mijam Akademię Sztuki Wojennej i kompletnie rozgrzebane, będące w przebudowie okolice dworca kolejowego i ulicy Cyrulików. Słońce chyli się ku zachodowi, więc już bez zatrzymań jadę Trasą Siekierkowską. Jeszcze tylko jedno zdjęcie na moście. Pozostało mi 45 minut jazdy. Przy Czerniakowskiej znów mija mnie kolumna wioząca wojskowe pojazdy na defiladę.
Do swojego bloku docieram łącznie po ponad 4 godzinach niespiesznej jazdy. Miło było produktywnie wykorzystać sobotnie popołudnie.
Cała trasa to 75 km. Załączam mapkę.






















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz